Witam

Dla "Gościa Niedzielnego" - nieopublikowany.

Strzeż się wiedźmy

Zainteresowani przekazem billboardów i podnoszącymi poziom adrenaliny zapowiedziami, mogliśmy z początkiem marca wybrać się na film Daniela Myricka i Eduardo Sancheza The Blair Witch Project, który latem 1999 roku stał się w Stanach Zjednoczonych największym od kilku lat obrazem kultowym1. Jego autorzy trafili nim w estetykę amerykańskiego pokolenia X, młodzieży wychowanej na graffiti, ujęciach z ręki w MTV i celowo zniekształconych nagraniach undergroundowej muzyki.

Trójka adeptów sztuki filmowej przygotowuje się do nakręcenia "niesamowitego dokumentu", dotyczącego legendy o wiedźmie Blair. Inspiratorką i główną bohaterką projektu jest Heather Donahue. Jest też autorką i narratorką prawie wszystkich zdjęć, kręconych na taśmie 16 mm lub kamerą Video-8. Towarzyszą jej dwaj koledzy ze studiów, Michael Williams i Joshua Leonard. Z niewinnej wyprawy do lasu, eskapada przeradza się w dramat. Młodzi filmowcy giną w tajemniczych okolicznościach, jak głosi przekazywana w okolicach legenda. Nigdy nie odnaleziono ich ciał. Po roku od ich zaginięcia odnaleziono jedynie wstrząsający materiał filmowy, który był smutnym zapisem rozgrywającej się w lesie tragedii.

Już w momencie amerykańskiej premiery, The Blair Witch Project był hasłem przyswojonym przez setki tysięcy przedstawicieli najmłodszego pokolenia kinomanów, a zaliczenie filmu i rozmowa o nim - potwierdzeniem pokoleniowej przynależności.

Magiczny znak "czarownicy" - stylizowana figurka z powiązanych patyków, powielona w milionach egzemplarzy trafiła na breloczki, koszulki i zapalniczki identyfikujące ich właścicieli jako należących do "kręgu wtajemniczenia".

Wiedźma Blair jest jaskrawym przykładem trendu narastającego w amerykańskiej kulturze masowej. Coraz częściej najmodniejsze filmy, książki i płyty są zaledwie częścią kampanii promocyjnej, która staje się rozrywką i wydarzeniem samym w sobie. Poddający się jej kupują różne gadżety, by potwierdzić swą przynależność do grupy, która wie, co jest cool.

Film szeroko promowano, a specjaliści od reklamy przez kilkanaście miesięcy zwodzili publiczność, by idąc do kina miała wrażenie, że ma do czynienia z autentycznym wydarzeniem. Bodajże po raz pierwszy w promocji użyto na tak wielką skalę Internetu, w którym pod adresem www.blairwitch.com na ponad rok przed premierą umieszczono "autentyczną" legendę, ryciny "z epoki", "muzealne" eksponaty ("zwrócone ostatnio właścicielom"), fałszywe policyjne raporty z prowadzonego śledztwa w sprawie zaginięcia trójki młodych ludzi, ich zdjęcia z dzieciństwa. Nigdzie nie wyjaśniano, że wiedźma Blair to czysta fikcja. Strona szybko została namierzona przez amatorów okultyzmu, spiskowych teorii i nie wyjaśnionych zagadek. Spece od reklamy umiejętnie podtrzymywali jej paradokumentalny charakter, by na kilka tygodni przed końcem wiosennego semestru w studenckich miasteczkach rozlepić plakaty z rzekomo policyjnymi informacjami i zdjęciami bohaterów filmu.

I Amerykanie uwierzyli... Wydaje się, iż wielu nadal sądzi, że miano do czynienia z autentycznym dokumentem.

Nie znamy do końca zamierzeń twórców tego filmu. Rozrywka? Zamiar tworzenia swoistej subkultury i jej mody z wiedźmą Blair? Ćwiczenia branży reklamowej2 w celu skuteczniejszego dotarcia do coraz liczniejszego pokolenia chłodnych x-ersów? A może - mimo wielkiej komercjalizacji przedsięwzięcia - przesłanie, mogące być ratunkiem dla pokolenia przełomu tysiącleci? Ostrzeżenie przed samounicestwieniem i śmiercią? Trudno je wyłuskać z klipowego przekazu i młodzieżowego slangu. Trudno też odczytać, wychowując się na graffiti i obracając się w kręgu okultystycznych symboli. Trudno je wreszcie odkryć, uciekając od własnego sumienia. Może... Jeżeli jednak tkwią jeszcze w kimś ludzkie uczucia, to należy mieć nadzieję, że strach i najbliższa z możliwych perspektywa śmierci, to coś, co jest w stanie rozbić najbardziej x-erską pozę, i filozofię, że wszystko jest cool.

Czym zawinili bohaterowie filmu, ponosząc tak okrutną śmierć? Pychą? Zbytnią pewnością siebie? Podejściem do tajemnicy, przed którą inni od setek lat czuli respekt? Znieważeniem cmentarza, który domagał się pamięci o zmarłych, a nie "zaliczenia" jako planu filmowego? Cynizmem? Pragnieniem przygody w zetknięciu z mrożącymi krew w żyłach doświadczeniami? Brakiem odpowiedzialności? Zagubieniem? Nikt z nich, zwłaszcza inspiratorka wyprawy, nie chce tego, nawet przed sobą, przyznać, a zapatrzenie w siebie przysłania im konieczność troski o poznanie swojego miejsca w rzeczywistości.

Każda z tych przyczyn mogła stać się powodem opowiedzianej w filmie tragedii; swoisty rachunek sumienia Heather Donahue zdaje się to potwierdzać. Scena ta jest ukoronowaniem przedstawionego dramatu. Kiedy przychodzi czas na refleksję, na ludzkie ocalenie jest już za późno. Należy ufać, że na Boże za późno jeszcze nie było.

Strzeż się wiedźmy - to swoisty symbol; to przesłanie filmu może niezbyt wysoko ocenionego przez krytykę, ale godnego zauważenia ze względu na ludzi, których poruszył i język, jakim przemówił. Strzeż się zła, nieprawdy, braku wartości, zakłamania. Kino może też wstrząsać, ostrzegać i mówić do tych, do których coraz trudniej tradycyjnemu społeczeństwu dotrzeć.

Literatura:
1 Z. BASARA, www.strach, "Gazeta Wyborcza" 7.IX.1999 nr 209.
2 Por. K. UŚCIŃSKI, Tajemnicza kategoria konsumentów - "Pokolenie X", "Aida Media" 23(1996) nr 4, s. 14-15.

2008 © Korneliusz Matauszek